Trener


Krzysztof Buczyński - założyciel, prezezes i instruktor Uczniowskiego Klubu Sportowego Taekwondo i Karate Goju - Ryu "Wiking". Jako zawodnik posiadający 3 DAN oraz tytuł Vice Mistrza Świata trenuje już 36 lat i posiada 34 lata doświadczenia w pracy z dziećmi, młodzieżą, studentami i dorosłymi w kilku klubach sportowych: Łowicki Klub Taekwon - do, Skierniewicki Klub Taekwondo, Kutnowski Klub Taekwondo przy AZS Wyższej Szkoły Gospodarki Krajowej w Kutnie.



Jego nauczycielami byli i są: Jerzy Konarski z Lublina (5 DAN), Lee Kong-Myong (9 DAN), Soo Kwang Lee (9 DAN), Kim Jong Su z Korei, Ryszard Szczepański (3 DAN, Karate Goju-Ryu), Ernesto Molineaux (7 DAN) i George Andrews z Wielkiej Brytanii (7 DAN) (EKSPERCI KARATE GOJU- RYU), Włodzimierz Kwieciński (7 DAN, Shotokan,Karate Tradycyjne).


Droga Wojownika


ŚLADEM GIGANTÓW

Zawsze imponowali mi ludzie waleczni i odważni.Podziwiałem alpinistów i samotnych żeglarzy.Tych,którzy zmagają się z himalajskimi olbrzymami i tych, którzy małymi łodziami wypływają na morza i oceany.I od zawsze pragnąłem naśladować Wielkich i Nieprzeciętnych Gigantów wyróżniających się dzielnością pośród miliardów zwykłych ludzi.

SPORT I SZTUKA WALKI

W szkole średniej zacząłem trenować Taekwon-do a potem Karate i od tego czasu rozpoczęła się moja droga.Robisz krok potem drugi i powoli wspinasz się na szczyt. Sztuka Walki to przede wszystkim Sztuka Życia. Ciągłe doskonalenie,budowanie własnej osobowości.W sporcie liczą się zwycięstwa i medale.W Taekwondo i Karate nieustanna ewolucja człowieka oraz walka o godność,honor i osobistą wolność jednostki.Każdy pracuje nad sobą.doskonali technikę i sposób postępowania. Stara się kierować starożytnymi zasadami przekazywanymi przez instruktorów nauczycieli. Czarny,mistrzowski pas zdobywa się za wytrwałość i pracowitość. Nie ma tu zwycięstwa i porażki.W codziennym treningu pokonujemy trudności. Wzmacniamy ciało,umysł i ducha. I nieustannie poszukujemy nowych wyzwań.Bo doskonałość nigdy nie może być osiągnięta. I będąc Mistrzem zawsze pozostajemy jednocześnie uczniem na Drodze Sztuk Walki.

ZMIERZYĆ SIĘ Z ŻYWIOŁEM!

Po 12 latach treningu zdobyłem czarny pas i zacząłem poszukiwać prawdziwego wyzwania. Wspinałem się po górach i pływałem kajakiem po rzekach i jeziorach. Wreszcie postanowiłem zmierzyć się z morzem – najgroźniejszym z żywiołów.Nie ma człowieka,który nie zadrży na dźwięk słowa sztorm lub stojąc na brzegu popatrzy w bezgraniczny horyzont słuchając huku rozbijających się fal. Ale Morze ma też swoją MAGIĘ i przywołuje nielicznych obiecując nie zapomnianą przygodę. Popłynąłem promem do Szwecji i jako „Polski Wiking” wypłynąłem na Bałtyk. Dopiero za trzecim razem dotarłem do Polski.Moje przeżycia opisałem w książce „Trudna Droga Vikinga”.

ZIMĄ NA BAŁTYK

Przez 20 lat nauczałem taekwondo i karate.Czasy się zmieniały.Młodzież była coraz słabsza Największą wartością stały się pieniądze.Wojownicy i patrioci stali się kupcami i handlarzami Ludzie uwierzyli,że wszystko można kupić i sprzedać. Ale ja wiedziałem,że to złudzenia. Postanowiłem wrócić na Bałtyk w kajaku, lecz tym razem zimą. Po rocznych przygotowaniach wyjechałem do Kołobrzegu. Błędna prognoza pogody kapitana jachtu ELTANIN oraz moja beztroska i nonszalancja sprawiły, że wypłynąłem przy 2,5 metrowej fali i przeciwnym wietrze podczas gdy kutry z wędkarzami nie wychodziły w morze. Po kilku godzinach walki, przemoczony, w zalanym kajaku postanowiłem przerwać wyprawę. Drugi szturm rozpocząłem z Bornholmu a duńska TV transmitowała moje wypłynięcie. Wytrzymałem 15 godzin w extremalnych warunkach. Po przepłynięciu 60 km padłem z wyczerpania. Ale to tylko krok na Drodze Wojownika. Ciężki trening zaowocował na Mistrzostwach Polski w Puławach. Zdobyłem upragniony tytuł MISTRZA POLSKI. Jesienią razem z Rafałem Rączką wyjechaliśmy na Sycylię. Zdobyłem 2 tytuły Vice Mistrza Świata.

Zimowa wyprawa zdobyła sobie grono sympatyków w Polsce i na Bornholmie. Znajomi i nieznajomi pytali czy zamierzam znów popłynąć. Wprawdzie mam już 54 lata ale król Sparty Leonidas walczył pod Termopilami w wieku 65 lat a poza tym to tylko KROK na drodze Wojownika.Trzeba brać przykład z najlepszych no i pokazać młodzieży, że są inne wartości, że warto uprawiać sport, mieć CEL, marzenia i próbować je realizować. I młodzież poszła za moim przykładem. W styczniu TV podała, że kajakarze z Kołobrzego przepłynęli zimą Bałtyk. Przekazałem gratulacje jednemu z nich, Konradowi. Opowiadał,że śledził stronę internetową i czytał moją książkę. Moja praca zaowocowała sukcesem młodych ludzi i taki jest cel i sens pracy instruktora i satysfakcja, gdy widzę jak za moim przykładem młodzież podnosi się i staje do WALKI.


POKONAĆ LĘK

Pokonać lęk to najtrudniejsze zadanie człowieka. Od dzieciństwa świat straszy nas na każdym kroku: biją cię starsi koledzy, możesz nie skończyć szkoły, grozi ci bezrobocie, nie będziesz miał z czego żyć, zachorujesz, zginiesz w wypadku, po śmierci pójdziesz do piekła. Ale WOJOWNIK musi pokonać STRACH.

Przez 2 tygodnie czekałem w Kołobrzegu.Nieustanny huk wiatru nie wróżył nic dobrego. Prognozy nie sprawdzały się. Przestrzegano przed porannymi mgłami. Wreszcie pojechałem do portu. Załoga czekała. Czułem się jak kapitan werbujący awanturników na piracki rejs. Wysokość żołdu została ustalona. Załadowaliśmy kajak na pokład. Czekałem całą noc na walizkach. Wiatr nie ustawał. Trzeba było przesunąć start.Kapitan najbardziej obawiał się mgły. Teoretycznie byłem widoczny na radarze. Ale miałbym trudności z nawigacją i nie miał kontaktu z załogą w przypadku wywrotki. Najgorsza do przetrwania była noc. Zimno, mokro i chlupocząca w kajaku woda, a także trudności korzystania z toalety. Jesteś SAM zawieszony w ciemnościach pośród syku i dudnienia fal, a światełka kutra w oddali są iluzorycznym poczuciem bezpieczeństwa.

W piątek przy słonecznej pogodzie mogłem wypłynąć, ale wieczorem przyjeżdżali wędkarze i do niedzieli kutry były zajęte.Siedziałem na plaży. Patrzyłem na cudowne morze i nie mogłem wypłynąć jak okręt Haralda Hardrade zablokowany łańcuchem w porcie. Wiking chciał wracać na morze ale cesarzowa Zoe nie chciała rozstać się ze sławnym bohaterem.


SAMOTNOŚĆ WOJOWNIKA

Z nadzieją na wypłynięcie spacerowałem po plaży. Było zimno i pusto. Ściana lasu wydm, huk fal i pustka nieograniczonej przestrzeni więziły mnie w świecie dalekim od ludzi. Zrobiem wszystko co w mojej mocy. Po 3 latach przygotowań jestem nad morzem. Kajak w hangarze, załoga okrętu i noclegi opłacone. I tylko brakuje pogody, łutu szczęścia, znaku Opatrzności. Byłem sam na sam z Wszechświatem i miałem wrażenie, że nawet Bóg o mnie zapomniał. W ostatnie dni zimy uderzył sztorm. Zimowy Bałtyk okazał się NIEZDOBYTĄ TWIERDZĄ. Ale to tylko KROK na DRODZE WOJOWNIKA: 'Okręt jest domem Wikinga. Jego życiem wyprawy”. Trzeba odpocząć i znów stanąć do walki śladem Starożytnych Bohaterów. I w takiej intencji mój okręt nosi imię LEGENDARY VIKING.

OSTATNIA WYPRAWA

W wieku 54 lat już wiem, że niezbyt wiele czasu mi pozostało. Wielcy Alpiniści pozostali w górach, żeglarze na oceanach. Wikingowie i Spartanie polegli w bitwach. Ja jeszcze tu jestem, ale mam tą świadomość, że każda następna wyprawa może być tą OSTATNIĄ. Ale nie mogę się cofnąć. Na szczęście to nie ja decyduję o Życiu lub Śmierc, więc z ufnością podążam dalej DROGĄ WOJOWNIKA w niezgłębionej tajemnicy bo WIEM, że dopóki walczę jestem WOLNYM CZŁOWIEKIEM.

Z mojego świata do Waszego
Krzysztof Buczyński